Według kanonów współczesnej medycyny specjalizacja w danym nurcie lub jakiejś dziedzinie podnosi rangę terapeuty do miana specjalisty
.


Mamy specjalistów od wszystkiego, dosłownie. Od snu
, od karmienia dzieci
, od bólów kręgosłupa i od stóp. I wyrażam tutaj wyłącznie subiektywną opinie, wiedząc, że być może wkładam przysłowiowy „kij w mrowisko”
Jestem zdania, że do pewnego stopnia jest to dobra praktyka, bo rozbudowujemy naszą wiedzę i stajemy się ekspertami… no właśnie… bardzo małego wycinka organizmu człowieka. A ja jako wojująca i wołająca wszem i wobec ze człowiek to systemy naczyń połączonych, nie do końca twierdzę, że takie podejście jest idealne
.





Wielokrotnie spotykam się ze specjalistami, którzy tak bardzo „zjedli zęby”
poruszając się tylko w swojej tematyce specjalizacji, że pomijają wszystko to co naokoło. I Jest to szczególnie niebezpieczna sytuacja u praktyków
.



Kto z nas, nie ma doświadczeń chodzenia do kilku specjalistów z rzędu, próbując znaleźć przyczyny problemu. Każdy z terapeutów, bądź lekarzy mówi swoje zdanie i każdy jest przekonany o swojej racji. My w pewnym momencie już głupiejemy i nie wiemy co się z nami dzieje ani jakie jest antidotum na nasze dolegliwości


. Klasyka przedmiotu
. Ciągle brakuje nam podejścia holistycznego do drugiego człowieka. Powiązania układów, systemów, psychiki z ciałem. oraz kontekstu życiowego. A to wszystko przecież ma ogromne znaczenie w kontekście powrotu do zdrowia i regeneracji organizmu.







